O ile sięga nasza wiedza, najlepiej odpowiada to celowi, gdy zostawiamy pole indywidualnemu doborowi w gruncie społecznego równouprawnienia. Żaden socjalista zatem nie zechce zwalczać zdania, że w każdym społeczeństwie musi być pewna miara ilościowego i jakościowego podziału pracy, i że najlepsi powinni w niem stać na czele. Tego nas darwiniści uczyć nie potrzebują, że każdemu należy dać stanowisko odpowiadające jego zdolnościom. Leży to najzupełniej w interesie ogółu; wątpimy jednak, czy mechanizm doboru w społeczeństwie dzisiejszym, czy dobór pedagogiczny, prawny, ekonomiczny, militarny i moralny – istotnie najlepsze jednostki na właściwym dla nich stawia miejscu. Do tego celu nie dostaje nam niezbędnych społecznych warunków, a tylko kolektywizm środków produkcji i zniesienie przewagi klas może je stworzyć. I my również podzielamy pogląd Treitschkego, że pospolitość musi służyć wyższości, stanowczo jednak wątpimy, by tak się rzeczy miały w rzekomo „naturalnej arystokracji” przewagi klasowej, a co do pojęcia wyższości i pospolitości mogą także istnieć różne zdania.

Wielkie posiada znaczenie dla zdrowego i odpowiadającego celowi doboru społecznego obok organizacji ekonomicznej także i wychowanie młodych pokoleń. Zarzucano socjalistom, że chcą znieść zawody ludzi. Mieszczańskie zawody słusznie oni znieść pragną, gdyż one dzielą zawodowego obywatela od człowieka. Czymże jest właściwie zawód? Czy proletariusz ma jaki zawód, a tym więcej wolność zawodu? Czy w naszym ekonomicznie rozstrzępionym społeczeństwie można mówić jeszcze o powołaniu do pracy lub o życiowym powołaniu?