Las nie w całości pokrywa stoki górskie. Tu i ówdzie leżą nagie, suche, ale urodzajne pochyłości, byleby ręka ludzka umiała zwrócić na nie wodę strumieni. Klany pasterskie, wyrzucone z płaskowzgórzy, stwarzają tutaj irygację oraz sztuczne łąki i z biegiem czasu przechodzą do uprawy prosa i eleuzyny. Szarwarki dla utrzymania systemu irygacyjnego przyczyniają się do wzmocnienia węzłów zrzeszenia pokojowego, nieznaczne rozmiary gruntów utrudniają pasterstwo i rozluźniają ducha obozowego, waśnie pomiędzy klanami łagodnieją, prawo starszeństwa znika.

Jest to całokształt stosunków dość charakterystyczny. Góry są tam rozsadnikiem ludów, „vagina gentium”, jak niegdyś Skandynawia w Europie. „Studia nad terytorium górskim pozwalają nam ogarnąć w jej całości więź społeczną znacznej części czarnej Afryki. Wykazują one ogromny wpływ, wywierany przez nieznacznych rozmiarów płaskowzgórze pastewne. Prawo starszego brata i wynikające stąd wychodźstwo młodszych – oto punkt wyjścia tego nacisku, który wprawia w ruch i nieustannie przemieszcza czarne ludy. Oglądaliśmy w jego działaniu mechanizm, zaopatrujący je w wodzów, których powaga polega na bardziej napiętym przewidywaniu, władza zaś odznacza się trzema wybitnymi cechami, mianowicie okrucieństwem, nie moralnością i zabobonnością”. Ciśnienie zaczyna się u koczowników chamickich, Gallów, którzy napierają na klany Masajów, te zaś walczą między sobą. Stan dzisiejszy prawdopodobnie stanowi dalsze ogniwo łańcuchów dawniejszych i pozwala nam nieco zrozumieć przeszłość Afryki. Ludy chamickie i semickie, jak Gallowie, wkraczają na terytorium górskie, właściwe im zwyczaje doznają spotęgowania i pod wpływem warunków wydają ustawę społeczną górską, typ wchłania coraz więcej pierwiastków murzyńskich. Wypchnięte grupy spotyka los poniekąd już nam znany; częściowo zaś, wyrzucone w stepy południa, jeszcze bardziej przesiąkają krwią murzyńską. Słowem, przyroda otoczenia dostarcza nam klucza do zrozumienia wędrówek ludów oraz zatargów wzajemnych.